W tym roku „Dyskretny urok propagandy” po raz pierwszy ma charakter monograficzny. Bohaterem cyklu będzie bowiem Jim Finn – urodzony w 1968 roku nowojorski filmowiec eksperymentalny, od lat tworzący obrazy, które wymykają się wszelkim klasyfikacjom. Najważniejszym jego dziełem pozostaje trzyczęściowa trylogia „utopijnych komedii”, którą w swojej prestiżowej stałej kolekcji ma nowojorska MoMA. Debiutancki „Interkosmos” z 2006 roku to pseudo-dokumentalna, offowa opowieść o socjalistycznym programie kosmicznej kolonizacji księżyców Jowisza i Saturna, z elementami konstruktywistycznego musicalu. W „Świetlistym bunkrze przewodniczącego Gonzalo” (2007), Finn podpatruje fascynujące maoistyczne rytuały, utwierdzające uwięzione terrorystki „Świetlistego szlaku” w rewolucyjnym zapale. Tyle, że odtworzony z ogromną dbałością o szczegóły mikro-świat peruwiańskiego więzienia jest od początku do końca… wymyślony. Trzecia część trylogii, „Idea Dżucze” z 2008 roku to z kolei mockumentary o artystce przebywającej na artystycznej rezydencji w Korei Północnej i usiłującej zrealizować film według wskazówek Wielkiego Reżysera Kim Dzong Ila. W najnowszych pracach Finn bynajmniej nie spuszcza z tonu – seria „Spotkania z twoim wewnętrznym trockistowskim dzieckiem” zachęca odbiorców do odbycia new-age'owej podróży w głąb umysłu zaludnionego widmami postaci z komunistycznego panteonu. Finn z upodobaniem miesza gatunki, stylizuje swoje prace na dokumenty, pieczołowicie rekonstruuje zmyślone wydarzenia. Jego żywiołem jest inteligentny, wielopiętrowy pastisz, a głównym tematem – komunistyczna ideologia, a właściwie jej paranoiczne, zmutowane formy powstające w izolacji od zewnętrznego świata – i w ostateczności służące wyłącznie sobie samym. Wykpiwając propagandowe frazesy, Finn jednocześnie inteligentnie wykorzystuje retro-socjalistyczną estetykę, zwraca uwagę na kostiumy, układy choreograficzne, gadżety. Niezależnie od tego, czy przedstawia losy zakochanej pary enerdowskich kosmonautów, peruwiańskich terrorystek, północnokoreańskich „robotników kultury”, czy amerykańskich trockistów w oparach New Age - zawsze robi to z nieprawdopodobnym wyczuciem stylu. Zadziwiającym jak na kogoś, kto absurdalną rzeczywistość komunistycznej utopii zna tylko z drugiej ręki. Chyba, że damy wiarę pogłoskom, że Jim Finn to tylko pseudonim, a autor filmów prezentowanych w tegorocznej odsłonie „Dyskretnego uroku propagandy” jest w rzeczywistości wyszkolonym w Korei Północnej albańskim agentem, działającym na rzecz Międzyplanetarnej Międzynarodówki Psycho-trockistów.